• Wpisów: 343
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 01:38
  • Licznik odwiedzin: 9 890 / 3106 dni
 
happyblackness
 
améli:
- Jak się trzymasz? - pyta mnie. Na jego twarzy nie ma już tego cudownego uśmiechu. Widać smutek. Choć stara się delikatni uśmiechnąć, wiem, że nie może, nie jest w stanie. Patrzę na niego i czuję jak łzy napływają mi do oczu. Mówię sobie "Bądź silna".
- Bez zmian. Jurto jedziemy na badania. - odpowiadam, tłumiąc w sobie smutek.
- Będzie dobrze - pociesza mnie, posyłając namiastkę uśmiechu. Czuję jego dłoń na swoim ramieniu. Jeszcze tydzień temu strąciłabym ją, ale nie dziś. Dziś potrzebowałam tej dłoni.
- A Ty jak? - pytam, chociaż wiem, że wcale u niego nie jest lepiej. Wiem, że u niego jest gorzej niż u mnie. U mnie jest jeszcze nadzieja, a jemu tę nadzieję już odebrano.
- Trzymam się mocno. W końcu zostałem jedynym mężczyzną w domu. - wzdycha.
- Za drugim razem powinnam to lepiej znosić, powinnam była się przyzwyczaić, uodpornić. Ale nie jest wcale lepiej - mruczę pod nosem.
Głaszcze mnie po ramieniu:
- Asiu... Wcale za drugim razem nie jest lepiej. Jest tak samo ciężko. Gdybyś czegoś potrzebowała, gdybym mógł coś zrobić, powiedz, dobrze?
- Dobrze. Dziękuję.
- Będę trzymać kciuki.
- Dziękuję. Albo wiesz co... Nie dziękuję.
- Nie dziękuj, żeby nie zapeszyć.

Jeszcze tydzień temu mówiłam, że mnie niesamowicie irytuje i nie mogę się z nim w żaden sposób dogadać. Dziś najchętniej bym się do niego przytuliła i przesiedziała z nim całą noc. Minęły trzy dni, odkąd powiedział mi, co sie stało. Podziwiam go za jego siłę i wytrwałość, przede wszystkim jednak za jego dobroć i wyrozumiałość.

Nie możesz dodać komentarza.