• Wpisów:345
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 01:38
  • Licznik odwiedzin:9 658 / 3023 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Jak mnie tu dawno nie było...
 

 

Koniec września, może początek października. Nie pamiętam.
Beztrosko, jak na tamten czas, wchodzimy z mamą do naszego lokalnego sklepiku Pani K.
Pani K. to starsza, ale bardzo sympatyczna kobieta. Mama kiedyś opiekowała się jej córką, chorą na stwardnienie rozsiane. Bardzo porządna i religijna rodzina.
Pani K. w ten dzień była troszkę nieswoja. Było widać na pierwszy rzut oka, że coś jest nie tak.
W końcu mówi:
- Nasza Mała ma chyba to samo, co Wasz Księciunio.
Mała to 13letnia wnuczka Pani K.
Popatrzyłam na mamę. Poczułam się jakby ktoś dał mi w twarz. Łzy nabiegły do oczu.
- Ale co pani mówi? Pani chyba żartuje, Pani K. - opowiadam bez namysłu.
- Ale jak to ma to samo? Kto tak powiedział? Co się stało? - docieka mama.
Pani K. zaczęła szukać kartki, na której miała zapisaną nazwę przypadłości. Po chwili ją znalazła.
- Sarcoma - czyta.
- Kurwa.
Taka była moja reakcja.
Okazało się, że Małą od pewnego czasu bolała noga. Została skierowana przez ortopedę na tk, które wykazało zmiany, z dopiskiem, że jest to najprawdopodobniej sarcoma.
Długo nie myśląc, mama zadzwoniła do Pani I.- mamy Małej. Po rozmowie z nią, zaczęła 'uruchamiać swoje kontakty'. Cóż za ironia.Kto by pomyślał, że jeszcze przydadzą się nam znajomości na dziecięcej onkologi. Mała już następnego dnia została przyjęta na oddział i zaczął się proces diagnozy, która nie okazała się najciekawsza.
Jakoś poszło. Rodzice Małej jakoś dają radę. Wydawało się, że leczenie idzie w dobrym kierunku i wszystko będzie dobrze.
Ale życie bywa przewrotne.
Dwie godziny temu mama powiedziała mi, że Małej 'świecie się kręgosłup'. Ktoś mógłby powiedzieć, że to chyba nic takiego, ale w moim świecie oznacza to przerzuty.
I wrócił tamten dzień. Dzień, w którym usłyszałam, że Księciunio świeci się w 7 miejscach, z czego kilka miejsc było właśnie na kręgosłupie. Więc nie dość, że wspomnienia wciąż żywe, to dodatkowo u 13latki wcale nie jest wesoło.

To jest jakiś pieprzony koszmar, z którego się nie mogę obudzić.
 

 
Minęły dzisiaj dwa tygodnie od pogrzebu.
Świat trwa nadal, życie toczy się dalej.
Żal i rozpacz rozrywa od środka.

Mój świat rozpadł się na małe kawałeczki. Z uśmiechem na twarzy każdego dnia sklejam go na nowo. Jednak wielu części brakuje i już nigdy nie będzie taki sam.
  • awatar KrakowskaGóralka: Nie było mnie tu dawno... Asik, trzymaj się :*
  • awatar Soul_Princess: wierzę, że odbudujesz swój świat na nowo, co prawda z jednym brakującym elementem, ale to znowu będzie twój świat.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Najbardziej boli świadomość, że gdy wejdziesz do Jego pokoju, zastaniesz puste łóżko, że gdy wybierzesz Jego numer, już nikt nie odbierze. Choć myśl o tym, że już nie cierpi jest swego rodzaju pocieszeniem i pozwala w miarę normalnie funkcjonować, o tyle wszystko inne nie tak powinno wyglądać.
 

 

Cierpienie wcale nie uszlachetnia.

Patrząc na Niego, już nie płaczę, bo od nas odchodzi. Płaczę, dlatego że widzę, jak bardzo cierpi, a my nie możemy mu w żaden sposób ulżyć w tym bólu.

Najtrudniej jest pozwolić odejść osobie, którą się kocha.
 

 
Dla jednych jest już ranek, dla innych środek nocy. Dla mnie obecna pora dnia jest trudna do określenia. Zazwyczaj o tej porze kończę pracę, by koło 7 rano zawiać do domu. Jednak obecna noc zdecydowanie odbiega od normalności. Od kilku już godzin siedzę w pokoju Księciunia, niby to pod pretekstem oglądania kolejnych odcinków Magdy M., a tak naprawdę pilnuję, by oddychał.
Patrząc na Niego, nie mogę wyobrazić sobie, jak będzie wyglądało moje życie po wszystkim. Jednak z drugiej strony, równie mocno boli widok tego, jak bardzo Księciunio cier
 

 

Wydaje mi się, że każdy ma takie słowa, których nie lubi i które wzbudzają w nim negatywne emocje. I ja taki mam. Choć od niedawna jest to całkiem nowy zakres słownictwa.
Pierwszym z nich jest 'wznowa'. Mianowicie druga wznowa.

2 listopada 2005 r. Księciunio po raz pierwszy zawitał do Kliniki Hematologii i Onkologii we Wrocławiu. Jako 13-letni chłopiec z guzem zlokalizowanym w kości krzyżowej. Jednak wtedy się udało. Chemioterapia, operacja, radioterapia, chemioterapia. Udało się pokonać chorobę i od kilku lat mógł nazywać się zdrowym człowiekiem.

Minęło 6 lat od pierwszego przyjęcia na onkologię. Dokładnie 6 lat.

Gdy 2 listopada 2011 r. usłyszeliśmy diagnozę, wszystko wróciło. Wznowa rozsiana Ewing's Sarcoma, krótko mówiąc nowotwór kości. Przerażająca była liczba ognisk przerzutowych. Było ich łączne 8. Liczne na kręgach, mostku, żebrach, udzie...
Lekarze nie dawali większej nadziei na sukces, ale Księciunio się nie poddał. Powrócił "na stare śmieci" by stoczyć kolejną walkę o swoje życie. Podano Mu pierwszy cykl chemioterapii, który zniósł zaskakująco dobrze. Z kolejnym było już gorzej. Po drugim cyklu, podczas aplazji pojawiła się infekcja. Tydzień przed Bożym Narodzeniem spędził w szpitalu, by na Święta być w domu.
Między Świętami a Nowym Rokiem przeprowadzane zostały kontrolne badania, tzw. "odpowiedź na leczenie". I oto wszyscy nie mogliśmy wyjść z podziwu. Większość ognisk przerzutowych zniknęła. Zostało na nodze i guz pierwotny. Jenak kolejne cykle i z tym się uporały. Dodatkowo na przełomie lutego i marca podana została megachemia, a po niej był autoprzeszczep.

30 marca 2012 r. wróciliśmy do domu. Spokojni, szczęśliwi z radością spoglądaliśmy w przyszłość. Jego matura. Wakacje. Może studia. Praca.

Tuż przed maturą pojawiły się ponownie bóle pleców. Narastały. Po ostatniej maturze z fizyki jeszcze w tę samą noc wylądował na Klinice. Udało się ból opanować. Kontrolne badania wyszły prawidłowo. Żadnych zmian. Krótko po tym okazało się, że ma półpaśca. Zagadka rozwiązań. Już wiedzieliśmy skąd ten ból. O wszystko oskarżony został półpasiec.

Nie mogło być nic bardziej mylnego.

Pod koniec czerwca kontrolny MRI. Czekaliśmy na opis. Połowa lipca - kolejne nasilenie bólu.
17 lipca - wyjazd do Kliniki. Jest coś na kręgosłupie. potrzebne kolejne MRI, tym razem całego kręgosłupa.
18 lipca - MRI wskazało jednego guza na kręgosłupie.
19 lipca - konsultacja neurochirurgiczna w Szpitalu Wojskowym. Częściowa resekcja guza, tego samego dnia.
23 lipca - powrót do Kliniki.Poleciały płytki, hemoglobina. Trzeba było toczyć.
27 lipca - badanie PET, które na celu miało pokazanie zakresu drugiej wznowy.
To był piątek. W piątek wróciliśmy do domu. Wyniki mieliśmy dostać w poniedziałek, góra we wtorek. W weekend mieliśmy zatem jeszcze namiastkę normalności i względnego spokoju, choć każdy obawiał się wyników.
Sprawa wyglądała następująco. Jeżeli był tylko ten jeden guz, którego operowali, to radioterapia poradzi sobie z tym, czego neurochirurg nie zdołał wyciąć. Jeżeli byłoby tego więcej, lekarze odstąpią od leczenia.
30 lipca - "Obraz PET-CT przemawia za obecnością aktywnej choroby rozrostowej na poziomie Th11-L1 (najpewniej wznowa) oraz budzi podejrzenie aktywnych proliferacyjnie zmian w pozostałych opisanych lokalizacjach". Łącznie 7.

Kolejnego dnia pojechaliśmy na rozmowę z lekarzem. Przedstawił Mu wszystkie opcje, jakie mogą zaoferować. Leczenie chemioterapią przyniosłoby w obecnej chwili więcej szkody niż pożytku, gdyż powikłania po chemii mogłyby Go wykończyć. Pozostała więc radioterapia przeciwbólowo.

I tutaj pojawia się kolejne słowo - "paliatywna". Radioterapia paliatywna ma na celu łagodzenia bólu i zwolnienie tempa rozwoju choroby.

Z dnia na dzień było coraz gorzej. Tracił władzę w nogach. Problemy z chodzeniem nasiliły się do tego stopnia, że w ostatni dzień naświetlań nie wstawał z wózka bez większej potrzeby (tj. konieczności wejścia po schodach do domu). To było 10 sierpnia.
W międzyczasie pojawiło się kolejne słowo. "Hospicjum"
Jest pod opieką Wrocławskiego Hospicjum dla Dzieci. O ile hospicjum samo w sobie jest czymś brdzo dobrym. Wszyscy ludzie, w nim pracujący, są niezawodni i niezastąpieni, o tyle każda myśl o nich boli. Dlaczego boli? Dlatego, że nie możemy już nic więcej dla Niego zrobić. Nie mogę mu dać zdrowia, a co najważniejsze - nie możemy zapewnić mu długiego i pięknego życia.

Po zakończeniu naświetlań zaczęło się poprawiać. Do tego stopnia, że jeszcze w zeszłym tygodnia bywały momenty, że chodził bez kuli, a leki przeciwbólowe stopniowo zostały zmniejszone.

Aczkolwiek życie bywa okrutne. Bóle pleców, pomimo przyjmowanych cały czas leków, nasiliły się. Nogi po raz kolejny zaczęły odmawiać posłuszeństwa.
Dzisiaj nie jest w stanie sam ustać. Dzisiaj podłączono mu pompę, która podaje dożylnie morfinę.

Co będzie jutro?
Nie wiem.
Czy będzie wspólne jutro?
Nie wiem.

Księciunio ma 20 lat.
Powinien mieć całe życie przed sobą, a ja nie wiem, czy spędzimy razem następne Święta.

Pan Jerzy powiedział kilka lat temu "Co Bóg dał, Pan Bóg zabierze". Wtedy myśleliśmy, że chodzi o guza. Dzisiaj wiemy, że chodziło o Grześka.
 

 

Postanowiłam wrócić albo, jak kto woli, po raz kolejny zacząć z fotografią. Tylko tym razem zaczynam od samego początku, tj. od zakupu książki "Fotografia od A do Z" a nie od zakupu aparatu . Ostatnim razem pomyliłam kolejność i nic z tego nie wyszło. Tym razem będę inaczej
 

 


Jesteśmy młodzi i jeszcze wiele możemy A co!
  • awatar Gość: http://www.glossybox.pl/invitation/NjQ2OA==?utm_source=Customers&utm_medium=link&utm_term=NjQ2OA==&utm_campaign=Refer-a-friend/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

P O L S K A !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Widzisz, jak z brzydkiego kaczątka, wyrasta piękny, biały Łabędź. I choć chciałbyś zatrzymać go przy sobie, nie możesz. Musisz pozwolić mu rozwinąć skrzydła i odlecieć. Boli. Bardzo boli. Ale jesteś dla niego przyjacielem, więc chcesz jego dobra.
Leć Ptaszyno...
 

 
Patrzysz mu w oczy i jedyne co dostrzegasz, to strach.
 

 

Przychodzi taka chwila, gdy zamykasz drzwi i gasisz światło. Stajesz się bezbronny. Popadają Cię wtedy wszystkie lęki i obawy. Czujesz, że nic nie możesz zrobić. Łzy spływają cichutko po policzkach.
To jest ta chwila.
Ta cholerna chwila, w której uświadamiasz sobie, jak kruche jest to, co Cie otacza.
Wiem, co mogę stracić. Wiem, kogo mogę stracić. Czy się na to godzę? Nie.
Ale z pewnymi okolicznościami nie wygram.
Tylko czy jestem gotowa na porażkę? Nie.
Czy kiedykolwiek będę gotowa? Nie.
Czekam. Czekam na najgorszy tydzień w swoim życiu.
Niepewność zabija powoli.
  • awatar Stookrootkaa: zawsze gdy nikt nie patrzy gdy chce sie oczyscic glowe i usnac, zawsze wtedy wlasnie najwiecej jest mysli, lekow, przemyslen. niestety nie na wszystko co nas czeka jestesmy gotowi. ale w zyciu sa tez dobre chwile ktore tez sa niespodziewane, nie koniecznie sa tez wyczekiwane i moga nas zaskoczyc rownie mocno jak te zle.... utrata czegokolwiek lub kogo kolwiek nie jest fajna... ale jak to mowia takie jest zycie. trzymaj sie. i nie poddawaj ;) bo wted i ty staniesz sie krucha. jak wszystko co nas otacza...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Stówa mandatu i do tego jeszcze zatrzymanie dowodu rejestracyjnego.... Za spalone żarówki z tyłu... Świetnie wręcz.... Pozdrawiam posterunkowego Kamil.
PS.
Im przystojniejszy policjant, tym mniej wskórasz!
 

 

Księciunio mówi:
- Czasem trzeba założyć rękawice i walczyć. Wchodzimy na ring.
Więc będziemy walczyć. Zejdziemy z ringu zwycięsko. Niepokonani. Silniejsi. Zejdziemy z niego razem.
 

 

Jest pierwsza dobra wiadomość. Oby był to dopiero początek takich wiadomości.
 

 

- Jak się trzymasz? - pyta mnie. Na jego twarzy nie ma już tego cudownego uśmiechu. Widać smutek. Choć stara się delikatni uśmiechnąć, wiem, że nie może, nie jest w stanie. Patrzę na niego i czuję jak łzy napływają mi do oczu. Mówię sobie "Bądź silna".
- Bez zmian. Jurto jedziemy na badania. - odpowiadam, tłumiąc w sobie smutek.
- Będzie dobrze - pociesza mnie, posyłając namiastkę uśmiechu. Czuję jego dłoń na swoim ramieniu. Jeszcze tydzień temu strąciłabym ją, ale nie dziś. Dziś potrzebowałam tej dłoni.
- A Ty jak? - pytam, chociaż wiem, że wcale u niego nie jest lepiej. Wiem, że u niego jest gorzej niż u mnie. U mnie jest jeszcze nadzieja, a jemu tę nadzieję już odebrano.
- Trzymam się mocno. W końcu zostałem jedynym mężczyzną w domu. - wzdycha.
- Za drugim razem powinnam to lepiej znosić, powinnam była się przyzwyczaić, uodpornić. Ale nie jest wcale lepiej - mruczę pod nosem.
Głaszcze mnie po ramieniu:
- Asiu... Wcale za drugim razem nie jest lepiej. Jest tak samo ciężko. Gdybyś czegoś potrzebowała, gdybym mógł coś zrobić, powiedz, dobrze?
- Dobrze. Dziękuję.
- Będę trzymać kciuki.
- Dziękuję. Albo wiesz co... Nie dziękuję.
- Nie dziękuj, żeby nie zapeszyć.

Jeszcze tydzień temu mówiłam, że mnie niesamowicie irytuje i nie mogę się z nim w żaden sposób dogadać. Dziś najchętniej bym się do niego przytuliła i przesiedziała z nim całą noc. Minęły trzy dni, odkąd powiedział mi, co sie stało. Podziwiam go za jego siłę i wytrwałość, przede wszystkim jednak za jego dobroć i wyrozumiałość.
 

 
Sometimes I wake up by the door,
That heart you caught must be waiting for you,
Even that when we're already over,
I can't help myself from looking for you.

 

 

Otrzymałam coś bardzo cennego wiele lat temu. Odkąd to dostałam starałam się cieszyć z tego, bo przecież to jest tak cenne, tak niesamowite i przez wielu pożądane. Starałam się naprawdę. Próbowałam to docenić. Ale z każdym dniem mnie to wszystko przerasta. Bo ja nigdy o to nie prosiłam. Nie chciałam tego. Nie radzę sobie z tym, choć jak wielu twierdzi, powinnam. Chciałabym móc to zwrócić, bez robienia komukolwiek krzywdy. Ktoś kiedyś powiedział, że to coś należy do mnie i zrobię z tym czym to, co uznam za stosowne i nie powinnam się przejmować innymi. Prawdopodobnie ten ktoś się nie mylił. Być może nawet nikt by nie ucierpiał, przy zwrocie tego czegoś. Ale mimo wszystko wiem, że nie mogę tego oddać. Posiadanie tego sprawia, że nie mogę oddychać, że czuję się źle. Zwrot przyniósł by mi ulgę, upragnioną ulgę. Miałabym w końcu spokój, byłabym wolna. Chcę być wolna! Mam dość. Mam dość tego wszystkiego. Najlepsze jest to, że nikt tego nie rozumie, bo przecież ja to ja. Ja mam sobie radzić. Ja mam znaleźć siłę. Bo ja jestem pieprzonym dziwakiem, który daje zawsze radę, a nawet jak nie daje, to udaje, że daje... bo to mój zasrany obowiązek. Więc co najwyżej mogę sobie pogadać do siebie, że mam dość i nie dam rady udawać ani chwili dłużej. Ale to jest nie istotne.
 

 

Za każdym razem jak oglądam teledysk Jamesa Blunta do I'll Be Your Man, mam wrażenie, że ten facet jest bardziej przystojny. Z każdym kolejnym obejrzeniem podoba mi się bardziej... Eh jego widok zdecydowanie uzależnia. Wybrałabym się na jego koncert...


Wiem, to już było... aczkolwiek nie mogłam się oprzeć
  • awatar niiika: a ja się odważnie przyznam, że ten Szanowny Pan pod względem swojego appearance'u to mnie się ni trochę nie widzi :)
  • awatar Soul_Princess: Ja też uwielbiam Blunta! :) Jego koncert byłby niewątpliwie niesamowitym przeżyciem ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Uwielbiam to... 3kg w 3dni
 

 

Czasami zastanawiam się, co jeszcze znajdę w swoim zamrażalniku. Dzisiaj znalazłam mrożone filety z barramundi. Żeby było śmieszniej, pamiętam, że sama je kiedyś kupiłam, ale jakoś nie miałam okazji ich przyrządzić. Teraz nadarzyła się okazja, jako że ponownie próbuję przestawić się na Dukana. Mama nadzieję, że to moja ostania próba i że tym razem dobrnę do końca. Ale to nie o tym miało być.

Zna może ktoś jakieś sprawdzone przepisy na szybkie przyrządzenie barramundi?
 

 
Ruda jestem

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
- To cześć - powiedział, odwrócił się do nas plecami i ruszył ku bramie. Szedł pomiędzy drzewami. Patrzyłam jak się oddala, a jego sylwetka się zmniejsza z każdym krokiem. Po raz pierwszy dotarło dziś do mnie, że on naprawdę wyjeżdża, że już nie na piszę do niego dzień wcześniej "Chodź na pizzę" albo "widzimy się jutro". Więcej nie zadzwonię do niego i nie będę mu "matkować" przez 20 minut. Patrzyłam jak odchodzi i czułam, że zabiera coś ze sobą. Patrzyłam i czułam jak dopada mnie smutek. Najgorsza jest w tym wszystkim myśl, że już tutaj nie powróci. Nie pociesza nawet to, że odwiedzimy go... bo będzie to dopiero za rok. Wbrew wszystkiemu będę za nim tęsknić. Nawet chyba już tęsknię. Ale wiem, że wyjdzie mu to na dobre, dlatego nie rozpaczam.
Powodzenia M.
  • awatar niiika: nie martw się :* teraz możesz mi pomatkować ;) myślę, że jestem do tego dobrym materiałem ;) :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Wczorajszego wieczora milimetry dzieliły mnie od posunięcia się o jeden krok za daleko z pewnym Jegomościem. Z kilku powodów czuję dzisiaj przeogromne wyrzuty sumienia. Przede wszystkim dlatego, że znamy się troszkę i naprawdę jest w porządku kolegą. Miałam go po prostu odwieźć do domu. On powinien podziękować, pożegnać się i wysiąść. Wysiadał przez godzinę. A przez kolejną godzinę, żegnał się ze mną poza samochodem. Z drugiej zaś strony wdaje mi się, że ja ze swojej strony zachowałam trzeźwość umysły, której jemu chyba brakowało. Przecież prosiłam, w którymś momencie prawie błagałam, żeby poszedł do domu. Sama nie wiem... Nic już nie wiem. Nie wiem, czy będę w stanie spojrzeć mu w oczy. Tak po prostu.
  • awatar * muffi`n *: chwilowe wyłączenie rozsądku. każda z nas chyba zna smak kaca moralnego.
  • awatar Pocahontas_89: nie uległaś, więc nie masz powodów do wyrzutów sumienia ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Myślałam, że to będzie łatwiejsze, że powiem "STOP" i wszystko zakończę jednym ruchem. Myślałam, że oczyszczające będzie usuwanie jego numerów i zdjęć. Myliłam się. Choć usuwanie poszło gładko, wcale nie było oczyszczające. Po raz kolejny dostałam nauczkę i los po raz kolejny pokazał, gdzie jest moje miejsce. Kolejny raz przekonałam się, że faceci są z jednej gliny. Ich obietnice są oczywiście zawsze wiarygodne, ale tylko do pewnego momentu.
  • awatar pannaen: zgadzam się, każdy - prędzej czy później - okaże się takim samym bydlakiem - bo przecież to faceci.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Właśnie wydałam wyrok na znajomość z Szanownym Panem. Czekam teraz tylko na wiadomość od niego, która zakończy wszystko. Bo innej reakcji jak koniec się nie spodziewam. Ale od początku powinnam była sobie zdawać z tego sprawę.
 

 

Szanowny Pan od niedzieli się wakacjuje I ponoć ma pogodę

Dzwonił do mnie wczoraj jakiś obcy numer. Okazało się, że Szanowny Pan zmienił operatora, na korzystniejszego dla mnie
  • awatar * muffi`n *: nie wiem czemu, ale mam wrażenie, że Twój blog pachnie migdałami i miodem :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Nagle z alejki wyłonił się Michaś.
- Michał - stanęłam naprzeciwko niego.
- Wszyscy tylko Michał i Michał - naskoczył na mnie. - Nie pytaj się o nic i tak Ci nie powiem. Idź sobie! - powiedział do mnie podniesionym tonem.
Popatrzyłam mu prosto w oczy. Wzruszyłam ramionami
- Dobra - odpowiedziałam zdezorientowana. Odwróciłam się napięcie i poszłam w swoją stronę.
Odeszłam do niego może z 10 m i wpadłam na Prezesa, który przyglądał się całej sytuacji.
- Nie przejmuj sie nim. Michał okresu dostaje - skomentował.
- W dupie mam jego okres - krzyknęłam, zostawiając go za sobą.

Męczę się z cenami, słucham Jamesa Blunta. W pewnej chwili podnoszę głowę i napotykam wzrok Michasia. Podchodzi do mnie. Wyciąga słuchawki ze swoich uszu, potem z moich. Robi te swoje maślane oczęta, nachyla się nade mną i szepcze do ucha:
- Przepraszam.
Patrzę na niego obojętnie.
- No przepraszam - mówi tym razem głośniej.
- Proszę - odpowiadam.
Uśmiecha się do mnie i idzie dalej.
Swoją drogą świetne ma perfumy.